niedziela, 21 września 2014

Jesień w misiowym domku

Pewnie zastanawiacie się o słychać u Małej Misi?
Na pewno! Powiem Wam w sekrecie, że Mała Misia nie próżnuje i dalej ostro pracuje. No więc, gdzie te postępy?
Dlaczego jeszcze nie raczkuję... nie chodzę?!
Spokojnie, spokojnie... wszystko w swoim czasie. Postępy są, ale... no właśnie, to "ale"... Misiowi rodzice już się przyzwyczaili, że misiowa rehabilitacja to nie jest takie "hop-siup". Nawet, jeśli jestem już prawie gotowa do misiowego raczkowania, to spokojnie...chwila... pozwólcie mi się nacieszyć etapem "zero" - "tuż przed" raczkowaniem, a zobaczycie, że efekty misiowej rehabilitacji jeszcze Was zaskoczą...




...ba- przecież już zaskakują!








***
Dwa tygodnie temu, w końcu "odbębniłam" misiowe szczepienia. Misiowi rodzice oczywiście bali się,  jak ja na nie zareaguję? Ehh... rodzice! Jak zwykle panikują. Oczywiście zniosłam je bardzo dobrze- bez temperatury, humorów, czy zmiennego nastroju. Ha! Tylko ja tak potrafię zagryźć misiowe zębole i ani pisnąć podczas misiowego ukłucia... a  skoro jesteśmy już przy temacie gryzienia, muszę sie czymś pochwalić. Pojawiła się u mnie nowa misiowa "umiejętność", czyli zgrzytanie misiowymi zębolami... hihi:o) Niestety, misiowi rodzice nie cieszą się z mojej nowej misiowej zabawy i zatykają uszy gdy tylko usłyszą misiowe zgrzytanie... ehh, trudno...ich strata! 
Mi się tam ono bardzo podoba!!!
 <zgrzyt, zgrzyt> 
;o)
Dwa tygodnie temu odwiedziłam też misiową rehabilitantkę. Ciotka jak zwykle pochwaliła mnie za "małe-duże" misiowe postępy i zaleciła dalsze ćwiczenie misiowych raczków. Teraz codziennie "sunę" na czworaka po misiowej podłodze ponad 1 km ... że niby dużo? Oj tam, oj tam- co to dla Małej Misi!!!
Damy radę? 
Tak, damy radę!
...innej opcji nie ma!!!


:o)

...a gdy już nie będę miała sił na raczkowanie, to zatrudnię misiowego tatę do noszenia mnie "na barana"!...albo raczej "na głowie".  Misiowy tato bardzo dobrze sprawdza się w roli misiowego tragarza- co zdążyłam już wypróbować podczas ostatnich misiowych spacerów.













***
Na pewno nie zgadniecie co robiłam w ubiegły weekend?! Tydzień temu byłam na trzecich urodzinkach mojego nowego misiowego kolegi- Ziemowita. Nie mogło być inaczej i było po prostu ... super!!! Piękna słoneczna pogoda, balony, tort,  duuużooo ziemkowych przyjaciół, no i oczywiście "on"- solenizant:
Ziemowit.


Oczywiście od razu się polubiliśmy i ...muszę przyznać, że niezły z niego przystojniak! :o)

***

...a na koniec mam dla Was małą niespodziankę- moje pierwsze misiowe selfie.
Z misiowym tatą:


...i "nie-do-końca" udane z misiową mamą:

;o) 
Obiecuję, że przy kolejnym bardziej się postaramy:P

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz