sobota, 14 grudnia 2013

Mmmasujemyyy!...czyli konsekwencje misiowych wycieczek w praktyce

Wtorek to dzień odwiedzin cioci Sylwii i dzień odwiedzin u cioci Magdy w Krobi. O dziwo, pomimo obaw misiowych rodziców podróż spędziłam nad wyraz spokojnie i wyspana przywitałam misiową rehabilitantkę. Ciocia zaleciła nam misiowe masaże, na początek tak "skromnie " bo 4-5h dziennie...na same misiowe nóżki!!!  Uff....chociaż tyle, bo inaczej mama by mnie chyba zamasowała...zmasowała i zamasłowała..hihi.. ...a gdzie masaże na misiowe ręce...? Spokojnie...będą, będą, ale dopiero za tydzień:O) Już się cieszę....a misiowa mama jeszcze bardziej:O) Ehh, nie ma się z czego śmiać bo owe masaże od pierwszego dnia zaczęły się dawać we znaki misiowej mamie... A co ja mam powiedzieć? Wynudzam się przy nich jak fiks! Chyba już ze sto razy zdążyłam wyoglądać wszystkie swoje misiowe zabawki na prawo i lewo...i przeczytać wszystkie misiowe ksiażeczki.... a misiowa mama zdążyła mi już wyśpiewać wszystkie najbardziej obciachowe misiowe piosenki...ehh....

Przez masaże misiowa mama musiała odwołać wszystkie misiowe rehabilitantki i zobaczymy się z nimi dopiero po świętach- jak zmniejszymy liczbę godzin misiowych masaży. Najgorsze jest to, że dalej ćwiczymy Vojtą, ehh!
***
Środa to dzień odwiedzin cioci pediatry z Hospicjum i mojej nowej cioci- cioci Wolontariuszki:o) Ciocia będzie do mnie przychodzić raz w tygodniu, żeby się ze mną pobawić... ale super:o) Misiowych cioć nigdy nie za wiele, a już na pewno takich, które będą przychodzić na samą zabawę! Super!!
***
Czwartek, piątek i sobota upłynęła mi na misiowych masażach, inhalowaniu i czytaniu misiowych książeczek.






....a... nie wiecie najważniejszego.....nie znacie niusa miesiąca!!.... od czterech dni jestem bez misiowych nochali!!!
 Hip Hip HURAA!!! 
Niech żyje wolność!!! 
Wolność od misiowych rurek, wolność od koncentratora:D




poniedziałek, 9 grudnia 2013

Wyjątkowy misiowy dom...czyli dalczy ciąg misiowych Mikołajek

 *

W misiowym domu wszystko jest wyjątkowe...
Tak przynajmniej twierdzi misiowa mama. Dla niej bowiem każda nowa misiowa umiejętność podnoszona jest do rangi co najmniej "Święta narodowego" i celebrowana jak wygrana w Totolotka... Ehh, ci misiowi rodzice...
Dzisiaj na przykład, podczas ćwiczenia Vojtą, oprócz tradycyjnego "postękiwania", postanowiłam się zbuntować i krzyknęłam sobie..."a!", ...a potem jeszcze "ej!",....a co! Nie trzeba było długo czekać, żeby na twarzy misiowej mamy zaobserwować momentalną reakcje-w momencie pojawił się banan-od ucha do ucha:o) ...a wieczorem, gdy buntowałam się podczas śluzowania, misowa mama aż wyskoczyła z łazienki żeby powiedzieć, że: " ale super! ale fajnie krzyczy!" ...tak się ucieszyła, że zaczęłam się złościć i krzykiem manifestować swój sprzeciw...ehh, czy na pewno nikt nie podmienił mnie w szpitalu?....

*

W misiowym domu wszystko jest wyjątkowe...
Wyjątkowe jest celebrowanie misiowych Mikołajek. W misiowym domu trwają one bowiem nie jeden...ale 4 dni! 

Weźmy na przykład niedzielę. W ten dzień przez moment miałam lepszą saturacje i misiowa mama już świętowała.... zrobiła mi Mikołajkową sesje zdjęciową...






 
















...a w poniedziałek Misiowy tato wcielił się w rolę Św. Mikołaja i przyniósł z pracy misiowy worek z pysznymi słodyczami..."Hoł-hoł" i znowu trzeba było "poświętować" :o) Najgorsze jest to, że z całego worka misiowa mama znalazła dla mnie "całe" dwie paczki małych misiowych herbatników "be-be":(...Jak to tak?...tylko tyle może zjeść Mała Misia?.... Postanowiłam się zbuntować i sama wynalazłam sobie misiowe słodkości:o)








...a wracając do szarej rzeczywistości to jak widać cały czas jestem na misiowych nochalach. Dodatkowo misiowa mama się na mnie uwzięła i każdą wolną chwilę przeznacza na misiowe masowanie...czyli od kilku dni jestem "zamasowywana" . Jak tylko mogę, buntuję się przy nich i przy misiowej Vojcie i muszę powiedzieć, że całkiem nieźle wychodzi mi ten misiowy sprzeciw. ...a co robię jak bunt nie pomaga?... po prostu zasypiam!...Tak, zasypiam "na żądanie"- to mój nowy sposób na misiowego Vojciaka..a co! Jestem mała, ale ja też mam swoje misiowe sposoby na misiową mamę:o)....hihi:o)


sobota, 7 grudnia 2013

Misiowy charakterek...czyli odwołany wyjazd i misiowa sesja nocnikowa

Dzisiejszy dzień upłynął mi nadzwyczaj leniwie.... Przed południem odsypiałam nieprzespana noc, nie zwracając w ogóle wagi  na misiowe słoneczko.
Sobota to już drugi dzień misiowej zimy- od wczoraj w Poznaniu mamy śnieg....a jak! Święty Mikołaj zgotował nam nie lada niespodziankę i razem z misiowymi prezentami przywiózł ze sobą dużo misiowego śniegu...ale super! Od razu jakoś bardziej świątecznie za misiowym oknem....
...i nawet misiowy tato poczuł świątczny nastrój wyciągając swój mikołajkowy prezent i dając mi go do przymierzenia. Hihi:o)






 

Pomimo misiowego lenia  mamie udało się wykrzesać ze mnie resztki misiowej energii i udało nam się troszkę poćwiczyć. Jak zwykle nie ominęły mnie misiowe masaże...a jak! Przez brzydką pogodę ominął mnie za to dzisiejszy wyjazd do cioci Magdy z Krobi. Misiowa mama oczywiście nie może tego przeżyć...bo już chciałaby mnie męczyć na prawo i lewo ciociowymi metodami...Ehh ta misiowa mama! Czasem brak mi słów na jej misiową zawziętość!
Sobota to jeden z tych dni, kiedy w końcu mogę się pobawić z misiowym tatą. Korzystając z okazji do "nocnych rozmów z misiowym tatą", wieczorem w ogóle nie chciałam spać- demonstrując tym samym swój mały misiowy charakterek. Oj tam oj tam, od razu charakterek... przecież swoje zdanie trzeba mieć i nie można się tak na wszystko godzić...prawda?:o)

piątek, 6 grudnia 2013

Mikołajki u Misiowej Rodzinki

Ostatnie dni upłynęły mi na ćwiczeniach z ciocią Sylwią i zabawach nowymi misiowymi zabawkami. Tak, ostatnio zbiór misiowych zabawek powiększył się o kilka nowych sprzętów....i to jakich! To oczywiście za sprawą środowej Barbórki (misiowych imieninek) no i oczywiście misiowych Mikołajek..Od misiowych dziadków dostałam uciekającą biedronkę i "pierwsze misiowe pianinko"! Zabawki bardzo przypadły mi do misiowego gustu, choć ostatecznie mama stwierdziła, że pianinko jest trochę nielogopedyczne i nie daje mi go za często do zabawy....Ehh, ta niedobra mama! 

 *
Dziadkowie, bardzo dziękuję za misiowe prezenty! Jesteście Kochani:o) 
*


 











Przez ostatnie dni udało mi się naprawdę dużo pogaworzyć!...oczywiście gadałam tylko z misiowym tatą, a jak! Jak siedzę sama z mama w domu, to w ogóle nie mam ochoty na misiowe rozmowy, ale jak wraca z pracy misiowy tato...to co innego! Z tatą mam tyle wspólnych tematów!..no i mogę się poskarżyć na misiową mamę, która nawet ostatnio sama zaczęła nazywać się "matką męczycielką".... Ehh, ta misiowa mama!

***


 W piątkowy poranek wyjątkowo nie odwiedziła mnie żadna misiowa rehabilitantka...uff, chociaż tyle:o) Co ciekawe, ku mojemu zdziwieniu przywiała mnie mama ubrana w biało-czerwoną czapkę..hihi, ale śmiesznie wyglądała! Powiedziała, że jest "pomocnicą Świętego Mikołaja"- misiową pomocnicą;o) Rano, od Świętego Mikołaja dostałam słodkiego reniferkowego bodziaka.... a wieczorem tatusiowy pomocnik Św. Mikołaja przyniósł mi mój drugi prezent, zmieniającą kolory lampkę -"Prosiaczka" .








 Tej nocy z nadmiaru wrażeń w ogóle nie chciałam spać i dokazywałam misiowemu tacie! Gadałam....ahh, .....jak ja gadałam!!! Misiowa mama przez cały miesiąc nie słychy tylu moich dźwięków, które wydaję przez godzinę przy misiowym tacie. Ehh...co ja poradzę, że wolę misiowego tatę?  ...Tatuś zawsze kupuje mi śliczne zabawki... fajnie się ze mną bawi, no i tak po prostu.... to ze mnie jest "córunia tatunia":o)




poniedziałek, 2 grudnia 2013

Misiowa gaduła i ostatni dzień odwiedzin misiowej cioci

Sobota to ostatni dzień odwiedzin misiowej cioci Ewelinki. Ehh...szkoda, że misiowa ciocia już musiała jechać ...i z kim ja teraz będę gadać?



*
Kochana Ciociu, dziękuję za odwiedziny i misiowy prezencik- śliczną misiową piżamkę ...i oczyniście zapraszam na kolejne odwiedzinki!
*

Pomimo wyjazdu misiowej cioci, wieczorem udało mi się troszkę pogadać z misiowymi rodzicami...niech wiedzą że mają misowa córę...a co!

*** 

Niedziela upłynęła mi pod znakiem masaży i misiowych ćwiczeń. Od soboty znowu zaczęłyśmy ćwiczyć misiową Vojtą. Ku zdziwieniu misiowej mamy ładnie reagowałam na uciski i nawet się zbytnio nie wzbraniałam przed misiowym Vojciakiem. Jednym słowem- odpoczynek od misiowej Vojty dobrze mi zrobił!



 Pomimo, iż w dzień bardzo krótko drzemałam, w niedzielny wieczór w ogóle nie chciałam spać dając się we znaki misiowemu tacie. Najciekawsze jest to, że cały...ale to CAŁY wieczór przegadałam!!! Mówiłam "dada" i "ajajajaj"....i to na głos....na całe mieszkanie! Po raz pierwszy aż TAK się rozgadałam:o) Misiowi rodzice znowu cali w skowronkach:D ...to już taka misiowa tradycja... że raz w tygodniu muszę zafundować rodzicom parę godzin radochy- taki "zastrzyk endorfin" na cały misiowy tydzień:o)

***
Poniedziałek to dzień wyjazdu do misiowej neurologi. Pani doktor skontrolowała wyniki misiowego rezonansu i zaleciła kontrole w poradni genetycznej. Powiedziały, że wyniki wyszły bardzo dobrze! ...SUPER! Powiedziała, że widzi dużą różnicę od moich ostatnich odwiedzin i że wyniki nie wskazują na mózgowe porażenie ... Jednym słowem, obrazowo nie ma w misiowym rezonansie nic złego.... i tego się trzymajmy! Jest dobrze i będzie dobrze...nie ma innej opcji, ....a jak! 

...a wieczorem znowu dałam do wiwatu misiowemu tacie i usnęłam dopiero przed 23!



piątek, 29 listopada 2013

Misiowe wyjazdy... czyli szczepienie, logopeda i misiowa rehabilitacja z "polską służbą zdrowia" w tle.....

Wtorek upłynął pod znakiem misiowych wyjazdów- rano miałam misiowe szczepienia a popołudnie spędziłam u misiowej logopedy. Jak przystało na dzielną Małą Misię podczas szczepienia w ogóle nie płakałam! Pani pediatra powiedziała, że jestem bardzo dzielna i "ładnie się rozwijam, choć powoli- ale najważniejsze że robię postępy"...misiowe postępy!:o)
Popołudnie spędziłam u misiowej cioci logopedy. Ciocia zaleciła mi kontynuowanie słuchania i czytania misiowych książeczek i dalsze misiowe zabawy logopedyczne. Pokazała też misiowej mamie jak powinno wyglądać moje "misiowe karmienie" i zaleciła przynajmniej raz dziennie naukę prawidłowego misiowego jedzenia. Ehh! Przecież ja umie jeść, to dlaczego muszę coś zmieniać?!? ...no może nie jem tak jakby chciała misiowa ciocia, ale napełnić misowy bebzioszek to ja potrafię...i to bez problemu!:o)




***
Środa to dzień bez misiowej Vojty... Huraa! W końcu nie muszę ćwiczyć misiowego Vojciaka!!! ....ale super! ...a to wszystko dzięki szczepieniom na polio, po których ciocia Magda zaleciła 4-5 dni odpoczynku od misiowych ćwiczeń. Huraa!!! Misiowa mama powiedziała, ze odpoczynek od misiowej Vojty chyba mi się przydał...bo od razu poprawił mi się misiowy humor i zaczęłam wydobywać z siebie dużo misiowych dźwięków. Rodzice oczywiście byli przeszczęśliwi i tylko uśmiechali się pod misiowymi nochalami... tak skrycie, żeby nie zapeszyć!;o)
Środa to też dzień odwiedzin cioci Magdy oraz dzień przyjazdu misiowej cioci- Ewelinki. 
Tego dnia jak zwykle ładnie ćwiczyłam, a pod koniec misiowej rehabilitacji w drzwiach stanęła ciocia Ewelinka...ale super! Przyjechała do mnie aż z Lublina, co tym bardziej mnie cieszy, że jej sie chciało:D Gdy zobaczyłam misiową ciocię na mojej twarzy od razu zagościł misiowy uśmiech i rozgadałam się na całego. Misiowa mama sama już nie wiedziała, czy dobry misiowy humor ma zawdzięczać brakowi Vojty czy przyjazdowi misiowej cioci...? To tak naprawdę bez znaczenia! Ważne jest to, że chciało mi się gadać i sprawiłam radość całej misiowej rodzince:o)
***
Czwartek to kolejny dzień misiowego gadania...To kolejny dzień, kiedy misiowa buzia nie chciała zamknąć się ani na moment! ..Ha!..a jak ! Czyli jednak potrafię gadać! Może jestem troszkę monotematyczna, bo poprzestaję na "dada" i "jaja"...czasem powiem coś przypominającego "dziadzia" czy "lala"...ale chyba najważniejsze jest chyba to...że gadami i chce się mi gadać- a radość cioci i misiowych rodziców nie ma granic!!!

Po południu odwiedziła nas ciocia pediatra...a misiowej mamie zebrało się ....misiowe manto!  Tak tak, dobrze słyszycie...misiowe manto!Pani doktor ochrzaniła mamę, że jeszcze nie zapisała mnie na wizytę do poradni endokrynologicznej. Sęk w tym, że Pani doktor nie powiedziała że "coś u mnie podejrzewa", tylko że "można by pójść ze mną do poradni"...a tu nagle takie manto! Ehh! Misiowa mama zaczerwieniła się jak burak, ale co tam! najważniejsze, że na drugi dzień usiadła z telefonem i zadzwoniła na Szpitalną. No i w tym miejscu chyba padniecie- najbliższy wolny termin..... grudzień ....roku 2014!!!! ...i to wcale nie jest żart!!! Na wizytę w poradni enokrynologicznej trzeba czekać bity ROK!!! Misiowym rodzicom nie pozostało nic innego jak umówić mnie kolejnego dnia na prywatną wizytę, ale też dopiero na koniec grudnia...Ehh, ...ta "polska służba zdrowia"....

***

Piątek to dzień wyjazdu "za miasto" - na wizytę do nowej misiowej cioci rehabilitantki...do "trzeciej" cioci Magdy... cioci Magdy z Krobii. Podczas podróży byłam bardzo grzeczna i pół drogi udało mi się "przedrzemać". Przyjechałam więc wyspana i w dobrym misiowym humorze. Dzięki temu na wizycie w ogóle nie płakałam (choć w pewnym momencie już się zbierałam do misiowego płaczu). Ciocia zleciła zrobienie mi misiowego prześwietlenia i zaprosiła nas na kolejną wizytę...kiedy to ciocia zaproponuje rodzicom cały zestaw misiowych ćwiczeń....a jakich? To się już wkrótce okaże! Po powrocie do misiowego domku dalej miałam dobry humor i całe popołudnie "przegadałam"  z ciocią i misiowymi
rodzicami:o)
 P.S. Ostatnio mama znalazła mi nową zabawkę do misiowych ćwiczeń, a mianowicie....myszkę od komputera! Kupioną przez misiowego tatusia za całe 8zł! Mama stwierdziła, że to chyba najlepiej wydane 8zł w ostatnim czasie! Rzeczywiście owa myszka bardzo przypadła mi do misiowego gustu. ...a dlaczego? Chyba dlatego, że świeci...co więcej, ona mruga! Tak, zdecydowanie takie małe misiowe światełka to to co małe misie lubią najbardziej:o)