niedziela, 20 października 2013

Misiowa dieta

W sobotnie popołudnie w końcu udało mi się wyjść  na krótki misiowy spacer. Po porannych ćwiczeniach, masażu i słuchaniu misiowych książeczek wybrałam się z mamą w odwiedziny do cioci Kamili- do sklepu Trzy Słonie. Nie uwierzycie jaką ciocia zrobiła mi niespodziankę... po spacerze moje domowe zoo powiększyło się o kolejnego członka... śliczna różową świnkę:o)... hrum, hrum!





Popołudniu dużo ćwiczyłam, a wieczorem znowu miałam przeboje z misiowym brzuszkiem...ehhh... 

***
W niedziele zastosowałam technikę "na śpiocha" i przespałam prawie każdą wolną przerwę pomiędzy misiowymi karmieniami ...Prawie...bo w południe wybrałam się z misiową mamą na spacer do Parku Sołackiego. Dziś było naprawdę pięknie! Słonecznie, ciepło....prawie jak w lecie:o) W parku karmiłam na mostku misiowe kaczki i gruchające gołębie... ale ich było dużo! Ptaszki bardzo mi się podobały, a zwłaszcza (o dziwo!) ....zrywające się do lotu gołębie....a mama odważyła się nawet odłączyć mi na chwilę misiowe noski.




Po powrocie poćwiczyłam z misiową mamą i dostałam od taty pyszną misiową zupkę. Byłam tak głodna, że ze zniecierpliwienia aż podskakiwałam na tatusiowych kolanach!
Misiowi rodzice wymyślili sobie w ogóle, że jestem ... tu cytuję "za gruba" i że "muszą mnie odchudzić"...co oni sobie myślą! Wcale nie jestem gruba, tylko dobrze sobie wyglądam.... jak przystało na Mała Misię! No i ostatnio dostaję troszkę mniejsze porcje misiowego jedzonka i więcej misiowej herbatki.... o dziwo nie czuję dużej różnicy i na razie jakoś wytrzymuję "misiową dietę". Zresztą zobaczymy za kilka dni, czy będzie w ogóle jakaś różnica...jakoś wierzyć mi się nie chce, a Wam?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz